Urszula M. Benka o „Echolaliach” Edy Ostrowskiej
On 15 lutego, 2013 | 0 Komentarze

Zapraszamy do lektury tekstu Urszuli M. Benki powstałego po lekturze „Echolalii” Edy Ostrowskiej. Tekst ukazał się w Kwartalniku Literackim Wyspa i dostępny jest na stronie internetowej periodyku (czytaj więcej…)

Po kilku latach poznałam ją na Warszawskiej Jesieni Poetyckiej. Jasne włosy do bioder, szczupła zgrabna sylwetka, namiętna, dzika, półśpiewna recytacja cholernie długiego wiersza, która najpierw krępowała mocno już zmęczone referatami, dyskusjami, wreszcie własnymi występami towarzystwo, ze mną włącznie, by w pewnej chwili te mieszane, cokolwiek sprzeczne wrażenia ustąpiły miejsca głębokiemu, hipnotycznemu zachwytowi. Dlaczego? Bo na temat siebie i kobiecości padają w jej poezji określenia nie wyhamowane, nie wyciszone żadnym apriorycznym poglądem. Kształtowane są wyłącznie jakimś „serce nie sługa”. Dla mnie, zaznaczę to od razu, było to niemałym zaskoczeniem, ponieważ kobiety piszące, świadomie albo nie, przyjmowały formy ogólnie uznane, aby uniemożliwić bagatelizującą konkluzję, że ich twórczość jest „kobieca” i dlatego „emocjonalna”, szły w zaparte w intelektualizm. Przynajmniej te cenione. Wzorem była Wisława Szymborska, wyciszona filozofka, oddająca się raczej benedyktyńskiemu iście cyzelowaniu każdego, na domiar zwięzłego utworu.

Otóż Eda Ostrowska bez wahania staje na przeciwnym biegunie takiej postawy. Owszem, cyzeluje, ale forma słowna i przywołania kulturowe lub sytuacyjne zdają się być dopiero dalekim i w gruncie rzeczy mało istotnym następstwem totalnego skowytu. Co więcej, dokonując zapisów jakichś mrocznych, a nie tylko jasnych i stabilnych, emocji, Ostrowska włamywała się w pośpiesznie wówczas ideologizowane kanony myślenia.